15 razy w Dolomity?


g163763

Moja Żona twierdzi, że nie warto, że dookoła w zasięgu ręki mam Tyrol, Szwajcarię, Włochy, Słowenię – mogę tak naprawdę wyrwać się wszędzie, a ja z uporem maniaka wybieram za każdym razem te najpiękniejszego na ziemi góry – Dolomity. Co jest w nich tak zachwycającego, że wygrywają moją każdą, dłuższą wolną chwilę?

Czyżby to górskie powietrze? Niezwykle czyste, mocne i wyraziste. Otaczające i porywające, odbierające dech nawet na niewielkim podejściu. W Dolomitach przepięknie pachnie to powietrze. Czuć jak nasycone i szczęśliwe dotykiem pomarańczowych skał otula z każdej strony szczęśliwego wędrowca.

Ile razy byłem już na Passo Giau? 50 razy? Może i więcej. Czy wrócę? Tak! Dlaczego? Nie umiem tego opisać słowami. Staję na niewielkim trawiastym pagórku rodem z tolkienowskich powieści. Gdzie tylko wzrok sięga tam góry – od ostrych jak czubek noża szczytów Croda da Lago, przez płaski jak stół Formin. Nad przełęczą góruje Nuvolau w tle z Averau. Na horyzoncie mocno w posadach stoi Marmolada, zazwyczaj z głową w chmurach. Jakże dumna ona jest z tymi lodowcowymi jęzorami! Odległe ściany Pale di San Martino wydają się niewielkie z tej odległości, a przecież znam je z bliska i wiem jak daleki potrafią rzucać cień. Gdzie spojrzeć tam góry i góry. Mimo pobliskiej drogi i restauracji już po kilku krokach góry odcinają mnie całkowicie od cywilizacji i trudno skupić się na fotografowaniu. Zaczyna się nasycanie Dolomitami – nasycanie nie mające końca!

W Dolomitach kryje się pewne szaleństwo i jestem o tym przekonany, że to nie są zwykłe góry. Jednego dnia widziałem błękitne jak Adriatyk niebo, po chwili chmury z holenderskich obrazów, a następnie stałem w deszczu, potem w śniegu, żeby ostatecznie tego samego dnia wygrzewać się na słońcu. Myślę, że po części to szaleństwo pogody dodaje smaku widokom, które piękne są same w sobie. Niestabilność, brak zdecydowania, kapryśność – tak krótko opisałbym pogodę w tym włoskim raju.

Dolomity są dla mnie jak narkotyk. Kiedy jestem tam – na Lagazuoi, w cieniu Tre Cime, czy na pizzy w Cortinie, czuję się jak na haju. Odpływam, nie widzę problemów i wszystko staje się prostsze. Myślę, że to właśnie jest magia gór, nie tylko Dolomitów – potrafią sprawić, że jestem szczęśliwy i cieszę się każdą chwilą.

Kolejny raz zmarzłem, chodziłem głodny, a o zachodzie słońca serce waliło mi jak u maratończyka tuż przed metą. Dolomity budzą we mnie tyle emocji! Przenoszę to na zdjęcia – to widzicie, ale nie czujecie tego wiatru, zapachu mokrych skał, nie sposób usłyszeć szumu potoków i nagłego gwizdu świstaka. Za każdym z tych obrazów kryje się niezwykła historia i wspaniałe tło. Z tyłu aparatu, po bokach też wszystko tętni życiem – równie pięknym jak na obrazie! Zdjęcie jest raptem próbą oddania tych chwil i ich piękna, które pozostają tam zaklęte na wieki w skałach i szczelinach.

W Dolomitach znalazłem swój raj. Po prostu dobrze się tam czuje i nigdzie nie fotografuje mi się tak dobrze jak w tych znanych miejscach. Ile razy bym tam nie był, to i tak zachwycam się tak samo. Za każdym razem ja jestem inny, mimo że Dolomity tak niewiele się zmieniają…

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *