Żubry na Podlasiu


Tak wielu przygód w jednym czasie nigdy nie miałem. Z jednej strony ta opowieść może być komedią, ale równie często ociera się o dramat. W każdym razie sporo było śmiechu i wspomnień na lata pozostanie cała masa. Na początku jednak podziękowanie dla Pawła Smolika, mojego kolegi ze Związku Polskich Fotografów Przyrody, z którym wybrałem się fotografować żubry na Podlasiu. Bez jego pomocy i doświadczenia nie byłoby tu co oglądać.

A teraz posłuchajcie…

Fotografowałem zimą już najróżniejsze tematy. Wspinałem się na górskie szczyty, szukałem pokrytych szronem drzew, skutych lodem rzek. Zwierzęta nigdy nie były w kręgu moich zainteresowań. Pojawił się jednak żubr. Największy europejski ssak. Potężne zwierze, oglądane na fotografiach zachęciło mnie do zmierzenia się z tematem.

żubr

Nie było jednak łatwo. Z czterech osób chętnych do wyjazdu zostało nas tylko dwóch i jeden zamarzający w czasie jazdy samochód. Walczyłem ostro z silnikiem diesla, żeby dało się bezproblemowo pojechać. Po fakcie wiem już, że wygrałem i paliwo nie zamarzało, a auto raczej odpalało, ale poświęciłem sporo czasu, żeby ten stan osiągnąć. Mimo tego auto raz nie odpaliło – noc przyniosła tęgi, białowieski mróz -29 st.C i to wykończyło akumulator. Z pomocą przyszedł jednak właściciel pensjonatu w którym spaliśmy, wyrwany ze snu grubo przed pianiem koguta.

żubr

żubr




Mimo wszystko, z duszą na ramieniu ruszyłem. Pawła zabrałem z Jaworzna i dalej już prosta droga do Białegostoku. Im dalej na wschód tym zimniej, więcej śniegu i zima przybierała zupełnie inne oblicze. Na Podlasiu znaleźliśmy się z samego rana. Ostatnie tankowanie o 5.00 na stacji i opuściliśmy na kilka dni cywilizację. Znaleźliśmy się na skraju pierwotnej Puszczy. Przyroda w Puszczy Białowieskiej trwa nieprzerwanie od setek lat. Zimą pejzaż jest zupełnie inny, ale mimo wszystko czuje się obecność ducha pierwotnego lasu.

Historia żubrów jest złożona. Był moment, że całkowicie wyginęły z białowieskiej kniei, ale człowiek, który wytępił niegdyś tego leśnego króla, sam przyczynił się do jego powrotu w nieprzebyte, białowieskie lasy. Dzisiaj żubrów w puszczy jest około 500 i ich liczba ciągle rośnie. W Polsce występują jeszcze stada w Puszczy Knyszyńskiej i w Bieszczadach. Mniejsze stada są rozsiane po kraju, ale trudno spotkać żubra na wolności, poza okolicami Białowieży.

Całą noc marzyłem o pierwszym spotkaniu z żubrem. Z jego potęgą, siłą i majestatem – Króla Puszczy. Na miejscu okazało się, że nie jest to wcale takie proste. Przejechaliśmy sporo kilometrów, zanim spotkaliśmy pierwsze stado. Tu przygoda numer 1, która odcisnęła swoje piętno na następnych dwóch dniach. Spotkaliśmy żubry na polanie, blisko przygotowanego dla nich siana. Oddzielał nas od nich rów z wodą, która oczywiście zamarzła. Sprawdzenie lodu upewniło nas i przeszliśmy bez problemu.


Niestety w powrotną drogę lód załamał się i wpadłem do wody, dzielnie aparat trzymając w górze. Na dworze było jedyne -15 st.C, ja w polarowych spodniach, które złapały wodę jak gąbka. Do samochodu 200 metrów i gdy doszedłem do bagażnika na nodze miałem już lodową skorupę. Trzeba było się przebrać. Walizka oczywiście nie chciała się otworzyć, zamiast kalesonów wyciągnąłem podkoszulek…A wszystko na mrozie, z zamarzającą wodą na nodze. Szybko się przebrałem i od razu zrobiło się lepiej – cena pierwszego dnia zapłacona.




To zmusiło nas do szukania noclegu. Musiałem wysuszyć buty, spodnie i trochę się rozgrzać. Trafiliśmy idealnie – w centrum Narewki pojechaliśmy w kierunku, który pokazywał jedyny w tej małej miejscowości, baner Gościńca Bojarskiego. Na miejscu zastaliśmy przepięknie położony budynek nad rzeką, gdzie poczęstowano nas szynką z domowego wyrobu. Pokój przerastał nasze oczekiwania, cena uderzała w nasze portfele, ale po burzliwych negocjacjach doszliśmy do zadowalającej obie strony kwoty.
Na chwile nawet nie żałowałem – pokój jakby nowy, łazienka ogromna i ciepło tego miejsca pozwalało w spokoju odpocząć po całodziennej tułaczce po polach. Jedzenie wyśmienite! Dawno z takim smakiem nie szedłem drugi raz zamówić tego samego dnia co dzień wcześniej. Polecam każdemu i sam z pewnością wrócę w to miejsce, bo do wypadów w puszczę jest idealne.

Suszenie butów trwało dwa dni. Nowe, specjalnie zakupione na tą okazję kanadyjskie buty myśliwskie okazały się nie do wysuszenia. Nawet teraz śmiać mi się chce jak przypomnę sobie moją minę gdy wpadłem do wody. Po wszystkich formalnościach ruszyliśmy na poszukiwania.

Ogólnie temat jest złożony, bo to od żubra zależy na ile pozwoli się zbliżyć do siebie. Stado w okolicach Siemianówki jest przyzwyczajone do widoku człowieka z aparatem i generalnie można uznać, że jest blisko. Reszta niestety potrafi wyczuć intruza z kilkuset metrów i przewodnik stada ogłasza odwrót i cała grupa leniwie podnosi się i odchodzi. Jak to wygląda w praktyce? Ano, tak, że trzeba sporo jeździć i się rozglądać. Szukać śladów na polach. Pytać ludzi. Mieliśmy jednak wyjątkowe szczęście. Dwa razy żubry były około 20 metrów od nas, a my schowani za samochodem, którego biały kolor nam pomagał, fotografowaliśmy je bez problemu.

Jeżdżenie za stadami, które często stoją daleko w polach często jest utrudnione. Raz skończyło się to wyzwaniem lawety. Pojechałem o metr za daleko. Akcja rozgrywała się w szczerym polu. Dookoła żywego ducha. Nic nie pomagało, a stado do którego jechaliśmy na naszych oczach ruszyło dalej. My jednak uwięzieni na amen. Podejmowaliśmy różne próby ruszenia z miejsca – niestety bezskuteczne, a robiło się coraz później. W oddali widziałem kilka zabudowań, więc poszedłem po pomoc. Niestety zastałem opuszczone gospodarstwo. Znalazłem jednak, coś co dodaje humoru całej sytuacji, bo wygrzebałem starą łopatę do wkładania chleba do pieca, albo wiosło – trudno powiedzieć co to było, ale mogło znaleźć się spokojnie w muzeum wsi polskiej. Do tego wziąłem deskę, żeby podłożyć coś po lewarek. Paweł nie wierzył własnym oczom, gdy zobaczył mnie idącego po polu z wiosłem. Udało się wydostać lewarek, który po 3 minutach pękł i wróciliśmy do punktu wyjścia. Mój telefon po pomoc do PZU mógłby zrobić furorę jako komiczna rozmowa, bo jak wytłumaczyć, że stoi się w polu, w zaspie, dookoła nie ma nic, ani nawet jakiejś miejscowości. Pani na infolinii w końcu wybuchła śmiechem. Zamówiona laweta miała być wciągu godziny. Facet z pomocy drogowej lepiej już orientował się w terenie, więc umówiliśmy się na najbliższej, asfaltowej drodze. Tu akcja się zagęszcza, bo chcieliśmy schować koło zapasowe i zepsuty lewarek, więc położyłem się pod autem i w tym momencie musiałem przycisnąć przycisk w pilocie, który zamknął auto. Niby nic strasznego, ale kurtkę wrzuciłem do bagażnika, który po chwili zamknąłem i…okazało się, że auto jest zamknięte…No to klops. W zaspie, w polu, bez dokumentów, bez kluczyków, ale…okazało się, że jedne drzwi były niedomknięte i dostaliśmy się do środka. Potem musiałem przełożyć ręce przez kratkę, sięgnąć kurtkę i znaleźć kluczyki. Zimny pot miałem na plecach. ZNALAZŁEM! Ufff. Sytuacja opanowana i od tej pory kluczyki nosiłem cały czas na szyi. Niby idzie ku dobremu, laweta przyjechała o czasie, ale…zakopała się w śniegu, jakieś 100 metrów od naszego auta.

Teraz bilans jest taki, że dopóki oni nie wyjadą, to i my się nie ruszymy. Przyjechało trzech „specjalistów” z Bielska Podlaskiego i w pięć osób po prostu zepchnęliśmy nasze auto z zaspy. Na centymetry minąłem zakopaną lawetę i uciekliśmy z tego pola, bo „panowie” twierdzili, że sobie poradzą. Sytuacja opanowana, jesteśmy na pokrytym lodem asfalcie, ale gdzie teraz są żubry? Minęły dwie godziny i stada nie widać. Ruszamy znowu na poszukiwania, tym razem lepiej sprawdzając stan polnych dróg.

żubr

Poszukiwania nie ukrywam są czasochłonne. Trzeba mieć sokoli wzrok, żeby dostrzec żubry. Sytuację utrudnia ukształtowanie terenu. Mogą stać w lekkim obniżeniu i można przejechać 100 metrów od nich, nawet nie widząc ich cienia. Później najwygodniej fotografować jak na safari, czyli przez otwarte okno. Wiele z tych zdjęć powstało właśnie w ten sposób.

Żubry mają niesamowity węch. Jedno stado poczuło nas z kilku set metrów i poderwało się w naszą stronę. Wiecie jak wygląda 50 takich gigantów idących w Waszą stronę na szczerym polu? Uciekaliśmy do najbliższych drzew. Stado zatrzymało się na górce i patrzyło na nas. Badało zagrożenie. Wzbudzały respekt. Nie zrobiliśmy ani kroku do przodu. Wiatr nie był naszym sprzymierzeńcem, ale udało się nam je objechać dookoła i podejść, podczołgać się na kolanach bardzo blisko nich. Schowaliśmy się na drzewem. Nagle nas zauważyły. Wlepione w nas setki oczu przyspieszały bicie serca. Później gdy słońce już zaszło musieliśmy pokonać otwartą przestrzeń – pomógł nam słup który był przystanią, później już w miarę spokojnie do drogi, do samochodu. Niby nie są to drapieżniki, ale gdy poczuje się drżącą ziemię, gdy kilka sztuk biegnie, to nie ma żartów. Słychać ich potężne oddechy. Gdy rozkopują śnieg szukając jedzenia, to słychać mocne uderzenia. Wyglądają całkiem spokojnie. Na otwartej przestrzeni, gdzie człowiek nie ma punktu zaczepienia, to one są jednak górą. Czuć potęgę Króla Puszczy.

To były długie godziny oczekiwania. Spędzone w samochodzie, za drzewem. Na mrozie, na śniegu. W bezkresnej ciszy podlaskich pól. Moje spotkania z żubrami zawsze wywoływały szybsze bicie serca. Zobaczyć tak duże, dzikie zwierzę na otwartej przestrzeni to niesamowite uczucie. Jest w tym pewna nostalgia i poczucie wolności tych zwierząt, które od wieków zamieszkiwały te tereny. Zima wygania je z lasu na pola w poszukiwaniu pożywienia. Gdy wrócą do lasu niebawem nastanie wiosna. W tych spotkaniach pozostaje świadomość, że to one dyktują warunki, że człowiek może jedynie próbować, ale i tak one decydują. Do końca życia jednak nie zapomnę wzroku patrzącego na mnie, ogromnego byka, który stał zaledwie 20 metrów ode mnie. Słyszałem jego oddech. Widziałem jak wlepił we mnie swój wzrok i patrzył. Czułem się pyłem, nikłą cząstką przyrody przy jego potędze. Potędze Króla Puszczy. Oderwał wzrok i wolno ruszył w swoją stronę. Może jeszcze kiedyś na mnie spojrzy…

żubr

Tekst napisany w 2012 roku tuż po powrocie z pleneru.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!





Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *